Mój czerwiec

06 lipca


Ani się obejrzałam, a dobiegł końca pierwszy z moich dwóch ulubionych miesięcy. Na wsi ta cieplejsza część roku, to czas kiedy dzieje się najwięcej i zdecydowanie nie można narzekać na nudę. Kiedy nadchodzi weekend, chciałoby się zrobić taką leniwą sobotę, usiąść w ogrodzie z kubkiem kawy i kawałkiem ciasta. Ale nie ma tak dobrze! Tak jakoś dziwnie się składa, że sobota, to u nas często dzień wypełniony najbardziej intensywną pracą. I kiedy tak czujemy, że to wszystko już nas przerasta, przychodzi myśl: czy aby na pewno warto? Może odpuścić w paru miejscach i znaleźć więcej czasu dla siebie, na to żeby się cieszyć życiem tutaj. Jak widzicie na wsi także można wpaść w pułapkę życia w wiecznym pędzie. ;)

Sztuką jest dla mnie wykonać tę pracę, którą sobie wyznaczyłam, ale nie stresować się nią. Chcę się cieszyć tym, że mam możliwość robienia tego wszystkiego o czym kiedyś marzyłam i jednocześnie umieć zrezygnować z pewnych spraw, ograniczyć swoją zachłanność na posiadanie coraz to nowych rzeczy. Pamiętać o tym jak ważne jest czasem zjedzenie kolacji na balkonie. ;)

Jednym z takich małych marzeń, które się ostatnio spełniło, było zrobienie truskawkowej tarty, całej wypełnionej owocami. Może uznacie to za śmieszne, ale zawsze bardzo podobały mi się takie ciasta i chciałam je zrobić, jednak nigdy jakoś nie miałam okazji. W tym miesiącu wreszcie się udało.

Tarta jest oczywiście z tego przepisu. Przy okazji polecam wam zerknąć do ostatniego wpisu, gdzie zebrałam moje ulubione, wypróbowane przepisy na ciasta (niektóre bardzo proste). Szczególnie te owocowe są idealne na letnie imprezy.


Próbowaliśmy także bardziej nietypowych potraw z truskawkami. Grzanki z kozim serem (który wyprodukowała moja mama), truskawkami, bazylią, polane octem balsamicznym. Brzmi egzotycznie, prawda? Jeżeli jednak mam być szczera, to nie zdobyły mojego szczególnego uznania. Chociaż widziałam, że kilku ich amatorów się znalazło. Być może to kwestia gustu kulinarnego.


W Boże Ciało byliśmy na procesji w Łowiczu. Więcej zdjęć możecie obejrzeć w tym wpisie.


Aby jeszcze bardziej napatrzeć się na kulturę ludową, postanowiliśmy wybrać się do Muzeum Wsi Mazowieckiej w Sierpcu. Jednak jak to czasem w życiu bywa, plany się nie powiodły. Zamiast tego przypomniałam sobie, że przecież tuż pod nosem mamy piękny skansen w Maurzycach, do którego od dawna też chciałam się wybrać. Z Sierpca jednak nie zrezygnowaliśmy i koniecznie musimy odwiedzić go w te wakacje. Jeżeli tylko się uda, na blogu na pewno ukaże się relacja.


Moja wieś jest dosyć "cywilizowana". Mamy asfaltowe drogi, domy, linie wysokiego napięcia i całą masę terenów rolniczych. Dlatego jeżeli chcę pobyć jeszcze trochę bliżej natury, wybieram się do lasu. Najlepiej takiego z rzeką.

Tak właśnie jest w Puszczy Bolimowskiej nad rzeką Rawką.


A to nasze najpiękniejsze znalezisko.


Poziomki jeszcze wtedy zielone, teraz już dojrzały. Te leśne są najlepsze! Za to w lipcu czekają na nas jagody i kurki. Coś czuję, że szykuje się kolejna wycieczka. 
A jaki był twój czerwiec?




You Might Also Like

0 komentarzy

Dziękuję za Twój komentarz.

Facebook