Czego uczy mieszkanie na wsi?

14 czerwca


Kiedy zamieszkałam na wsi, wszystko co mogło zaoferować mi wielkie miasto, powoli traciło swoje znaczenie. Zakupy w centrum handlowym, spotkania w kawiarni, wspaniałe możliwości rozwoju, bycie w centrum wydarzeń – to wszystko przestało być dla mnie ważne. W końcu nadeszła taka chwila, kiedy przyłapałam się na tym, że siedzę i podziwiam jak pięknie i na różnorodne sposoby może szumieć wiatr. I już nic więcej, nie było mi w tym momencie potrzebne do szczęścia.

To nie jest dla każdego (choć każdy z nas jest częścią przyrody i do niej tęskni).

Czego uczy mnie mieszkanie na wsi? Jedna z podstawowych rzeczy – odrywa mnie od pragnień i dążeń nieistotnych. Na wsi mamy do czynienia ze zdecydowanie mniejszą ilością bodźców zachęcających do materializmu i konsumpcjonizmu. Nie znaczy to, że całkowicie jesteśmy od nich oddzieleni, jednak zostaje o wiele więcej miejsca na to, co rzeczywiście ważne. Gdy czasem jadę do miasta, odzwyczajona już od tamtejszej rzeczywistości, często jestem oszołomiona i przytłoczona tymi wszystkimi rzeczami, które usiłują zwrócić na siebie moją uwagę i zdekoncentrować.

W maju chciałam robić piękne bukiety z konwalii i bzów. Potem przyszedł czas na piwonie. Nie zdążyłam. Wszystko przekwitło i muszę czekać kolejny rok. Sezonowość. Albo – przemijalność. W przyrodzie wszystko rodzi się i ginie bardzo szybko. Zmieniają się pory roku. Pora roku to jednak bardzo długi czas w przyrodzie. Bo przecież każdy miesiąc ma swoją specyfikę. A w miesiącu nawet poszczególne tygodnie się od siebie różnią!

Kiedy patrzę na przyrodę, lepiej zdaję sobie sprawę z upływu czasu. Moje życie także zmienia się z każdą porą roku i jednocześnie pędzi naprzód.


Przymrozek w nieodpowiednim momencie, powoduje brak plonów truskawek i wiśni. Niezabezpieczone warzywa może połamać wiatr i długie tygodnie oczekiwań pójdą na marne. Stado szpaków jest w stanie w ciągu kilku godzin zjeść wszystkie czereśnie z dużego drzewa. To uczy nas respektu do praw natury. Jednak takie podejście do tematu jest bardzo dosłowne. Czy zauważyliście, że różne prawa natury, prawa odkrywane przez naukowców mają swoje przełożenie na inne dziedziny życia? Układają się w ogólne prawa rządzące światem. Podane przykłady uczą mnie, że nie mam stuprocentowej kontroli nad moim życiem. W sytuacji kiedy nic nie jesteśmy w stanie zrobić, trzeba po prostu odpuścić.

Jeżeli nie wysieję w odpowiednim czasie nasion, nie wzejdą. Roślina lubiąca glebę zasadową, nie będzie dobrze rosła na kwaśnej. Przestrzeganie pewnych stałych zasad, które rządzą naszym życiem da pożądane efekty. Sprzeciwiając się im namęczymy się i nie osiągniemy żadnego efektu. To takie proste, jednak cały czas próbujemy naginać rzeczywistość, tak jakby używanie złych metod mogło kiedykolwiek przynieść dobre skutki.


Gdy jestem na wsi, szczególnie o tej porze roku, czuję, że znajduję się w tym właściwym miejscu, pośród świata natury. Czuję się tu dobrze, podobnie jak w towarzystwie ludzi, których lubię.

Przyroda doświadczana na co dzień, bez zbędnych rozpraszaczy staje się jakby żyjącą osobą. Nie jest tylko ładnym tłem do rozgrywających się codziennie wydarzeń życiowych. Nie da się jej nie zauważyć, nie oddychać razem z nią.

Przyroda jest dla każdego z nas, nie ważne gdzie mieszkamy. Kiedy zamęczają nas codzienne sprawy i w głowie kłębią się dziwne myśli, możemy na chwilę się od nich oderwać. Popatrzeć na drzewa, goniące się wiewiórki czy nawet kwiaty balkonowe. Wtedy sama nie wiem jakim sposobem, ale o wiele łatwiej dostrzec tą właściwą kolej rzeczy. Nie wspominając już o tym jakich przewrotów potrafi dokonać wycieczka w góry czy do lasu. To nie jest oczywiście żaden spektakularny sposób rozwiązywania problemów. Jednak kontakt z naturą w jakiś sposób jest w stanie zmienić nasze tory myślenia i choć trochę pomóc w podjęciu ważnych decyzji lub zwyczajnie lepiej się poczuć na co dzień.


You Might Also Like

0 komentarzy

Dziękuję za Twój komentarz.

Facebook