Bóg w wielkim mieście

19 czerwca


W ostatnim  podsumowaniu miesiące wspominałam wam krótko o książce „Bóg w wielkim mieście”. Dzisiaj chciałabym opowiedzieć o niej trochę więcej. Tak jak mówiłam odświeża ona spojrzenie na wiarę w Boga. O co dokładnie mi chodziło? Zaraz wszystko opowiem po kolei. :)

Autorką książki jest Kasia Olubińska, dziennikarka TVN-u. Kiedyś była typową letnią katoliczką, bardziej przywiązaną do utartej tradycji niż do czegokolwiek innego. Wyprowadziła się z małej miejscowości i zamieszkała w Warszawie. Robiła wielką karierę, żyła na pełnych obrotach, spełniała swoje marzenie. Jednak w końcu coś w niej pękło i zrozumiała, że nie jest szczęśliwa. Co takiego dokładnie się stało oraz w jakich okolicznościach dowiecie się oczywiście z książki. :)

Kasia przeżyła nawrócenie i porzuciła swoją obojętność. Zaczęła w swoim wielkomiejskim życiu poszukiwać Boga. Z tego zrodził się pomysł na bloga zatytułowanego Bóg w wielkim mieście. Nazwa nawiązuje do znanego większości z nas serialu, który kiedyś był dla niej wyznacznikiem tego, co znaczy osiągnąć szczęście.

Całkiem niedawno powstała także książka o tym samym tytule. Ja znalazłam swoją w Biedronce w bardzo okazyjnej cenie. Uwielbiam robić zakupy książkowe w Biedronce, bo można tam czasem dostać pozycje, których zupełnie się nie spodziewaliście. Kiedyś pisałam już o Pysznych chwastach, widziałam tam także znakomitą „Kuchnię polską” Hanny Szymanderskiej, ale co najlepsze były też np. książki ks. Jana Kaczkowskiego, czy właśnie „Bóg w wielkim mieście.”

Książka przeplatana jest opowieściami dotyczącymi nawrócenia i tego jak obecnie wygląda życie autorki, a także wywiadami, które przeprowadziła ze znanymi głównie ze świata show biznesu osobami. Ja akurat zupełnie nie znam się na polskich celebrytach, ale wy na pewno bez trudu rozpoznacie wszystkie nazwiska. :)

Jaka jest dla mnie największa wartość książki „Bóg w wielkim mieście”? To pokazanie tego jak w różnorodny sposób, zależny od osobowości i doświadczeń życiowych, można wierzyć w tego samego Boga. Każda z przedstawionych osób ma zupełnie inne podejście do wiary. Jedni tkwią w niej mocno od samego dzieciństwa i nigdy jej nie porzucili, inni przez całe życie ją odrzucali, ale potem jednak nagle odkryli w wieku 20, 30, 40 lat. Niektórzy mają mocne, ugruntowane poglądy, inni wciąż bardzo poszukują i błądzą. Nie ma lepszych i gorszych ponieważ wszyscy szukają Boga i chcą kierować się miłością.

Czytanie historii, w których wiara jest pokazana z zupełnie innego punktu widzenia niż nasz, sprawia, że zaczynamy sobie zadawać pytania, których być może nigdy wcześniej sobie nie zadawaliśmy. Przypominamy sobie też ważne kwestie, od jakiegoś czasu zapomniane i odłożone na bok. I to jest właśnie to odświeżenie, o którym mówiłam. Gdy poznamy doświadczenie ludzi zupełnie innych niż my, mamy szansę odkryć w swojej relacji z Bogiem coś nowego, na co sami z siebie byśmy nie wpadli.

Jednym z wywiadów, który zwrócił moją uwagę, był ten z Miss Polonia. Przede wszystkim zadziwiło mnie to, że właśnie taka osoba jest głęboko wierząca. No bo jednak słowa „Miss Polonia” nie powodują zazwyczaj skojarzenia z „wiara katolicka” prawda? :) Poza tym spodobała mi się jej historia, trochę podobna do mojej. Pozwólcie, że krótko ją tu przytoczę. Rozalia Mancewicz po pobycie w mieście, zdecydowała się wrócić w rodzinne strony na wieś i razem z mężem tam właśnie spędzać swoje życie. W wywiadzie udzielonym Kasi Olubińskiej pokazała wiarę mocną i prostą. W swoich wypowiedziach nie bawi się w długie i skomplikowane tłumaczenie. Mówi prosto i krótko, można nawet mieć pewien żal, dlaczego nie chce opowiadać bardziej ciekawie? 

Taka właśnie pewność, brak dzielenia włosa na czworo i proste wypowiedzi bez ozdobników „Bóg jest”, „Wierzę”, „Ufam”, „Oddaję Mu wszystko”, mogą dziwić. Bo dzisiaj często czujemy się przymuszeni do dokładnego uzasadniania swoich poglądów. Boimy się powiedzieć jakie jest nasze zdanie, a jeśli już je wyrazimy, od razu zaczynamy się tłumaczyć. 

Myślę, że to może być dobra podpowiedź dla współczesnych chrześcijan, aby pytani o wiarę nie bali się i nie stresowali, tylko potrafili prosto odpowiedzieć: „tak wierzę w Boga, tak to On daje mi szczęście, tak to On mnie prowadzi”.


To miała być krótka, zachęcająca recenzja, jednak ku zaskoczeniu samej siebie trochę się rozpisałam. Ale nic nie będę zmieniać! ;) Mam nadzieję, że mi wybaczycie i poczujecie się zachęcone do przeczytania książki „Bóg w wielkim mieście” lub zajrzenia na bloga. A może już ją czytałyście? Co z kolei zwróciło waszą uwagę?

You Might Also Like

0 komentarzy

Dziękuję za Twój komentarz.

Popularne w tym miesiącu

Facebook