Mój marzec

05 kwietnia


Wraz z kwietniem i wiosną powracam do blogowania! :) Mam nadzieję, że wiosna coraz bardziej widoczna w przyrodzie, rozgości się na dobre i tutaj.
Choć prawdę mówiąc to ostatnio zapanowało już u nas prawie lato. W niedzielę pojechaliśmy na wycieczkę do warszawskiego zoo. Przyzwyczajona do mojej dosyć zimnej i wietrznej okolicy wybrałam zapobiegawczo długi rękaw i czarne rajstopy. Na miejscu upał prawie zwalił mnie z nóg. Muszę raz na zawsze zapamiętać, żeby zakładać jeszcze jakieś dodatkowe 10 stopni ciepła, kiedy wybieram się do miasta. Czy i u was jest tak gorąco? :)

Korzystając ze słonecznych dni można już robić pierwsze zasiewy w ogródku. Jeżeli nie macie jednak dostępu do ziemi uprawnej, to nic straconego! Zieleninę można uprawiać też w domu, a niektórzy zapaleńcy zakładają nawet warzywniak w donicach na balkonie. Ja na razie wypróbowałam: szczypiorek, natkę i rukolę w wersji mini.


Stałym punktem zakupowym są ostatnio najróżniejsze nasiona.


Cały czas się zastanawiam, czy te wszystkie warzywa, które zasiałam, za kilka miesięcy rzeczywiście urosną. Jeszcze nigdy sama nie uprawiałam roślin. Jeżeli uda się zebrać plony, to będzie to naprawdę coś wielkiego. :)


A tutaj widzicie coś wspaniałego! Natura o tej porze roku, kiedy tak bardzo potrzebujemy wzmocnienia po zimie, gdy nie ma jeszcze warzyw (tak tak, te wszystkie papryki i pomidory, które można kupić w sklepiku nie są teraz zjawiskiem NATURALNYM) daje nam rozwiązanie na wyciągnięcie ręki. Młode chwasty, takie jak np. pokrzywa to najlepsze suplementy diety.

Jedzenie chwastów stało się ostatnio bardzo modne. Bardzo się z tego cieszę, bo dzięki temu jest gdzie szukać informacji. Ze swojej strony mogę wam polecić książkę Pyszne chwasty. 


Zupa pokrzywowa była przepyszna (nie oszukuję!) a z jajkiem to już prawdziwe mistrzostwo świata.
 

Na tulipany w ogrodzie musze poczekać jeszcze kilka dni, ale za to jest bukiet od męża. :)


A na koniec, zupełnie zmieniając temat, chciałam wam pokazać grę, nad którą spędziliśmy ostatnio kilka wieczorów. Do tej pory mój stosunek do gier planszowych oscylował głównie między "no dobra, ewentualnie mogę chwilę pograć", a "błagam, nie każ mi tego robić!". Rzadko zdarzało się, żeby jakaś gra naprawdę mi się spodobała (choć nie mówię, że w ogóle nie). Tak było do momentu, kiedy poznałam Terraformację Marsa. Doszłam do wniosku, że tamte gry były dla mnie po prostu za mało skomplikowane! :D

Terraformacje Marsa jest jednocześnie skomplikowana, ale łatwo ją zrozumieć (nie pytajcie jak to możliwe). Nie jest przy tym zbyt abstrakcyjna (jak szachy). Podoba mi się w niej to, że można obmyślać różne ciekawe strategie, ale jednocześnie wszystko rozgrywa się na jakimś konkretnym tle, w tym przypadku w kosmosie. Jeżeli szukacie prezentu dla kogoś, kto lubi grać, tę grę polecam wam w ciemno.


Jeżeli znacie jakieś ciekawe gry (bardziej ekonomiczne niż bitewne :D ), gdzie buduje się własne imperium, nie ma zbyt wielkiej losowości i jednocześnie panuje fajny klimat, to koniecznie piszcie o nich w komentarzach!

You Might Also Like

0 komentarzy

Dziękuję za Twój komentarz.

Facebook