Mój luty

06 marca


To tylko 2 dni różnicy, a luty i tak minął o wiele szybciej niż pozostałe miesiące. I bardzo dobrze, bo o tej porze roku marzę już tylko o tym, żeby wreszcie przyszła wiosna!

W tym roku zima ustępowała przedwiośniu w tempie ekspresowym. Jeszcze na początku miesiąca było tak:




I nagle krajobraz zmienił się nie do poznania.



Chyba po raz pierwszy w życiu śledzę zmieniające się pory roku z takim zaangażowaniem (niczym wyniki polskiej kadry skoczków narciarskich).

Liczę nowe pączki.


Nie tylko w Tłusty Czwartek!

W Walentynki za to, udało mi się usmażyć najpyszniejszy przysmak polskiego karnawału, jakim są faworki.


Są tu jeszcze jacyś miłośnicy faworków? :)

Najprzyjemniejszym wydarzeniem miesiąca był chyba wyjazd do Poznania. Miałam tam okazję uczestniczyć w Ogólnopolskiej konferencji blogerów chrześcijańskich, spotkać się po raz pierwszy pewną miłą osobą, z którą rozmawiałam dotychczas tylko przez Internet i nawet co nieco pozwiedzać. Poznań zdecydowanie pozostawił niedosyt i na pewno kiedyś jeszcze tam wrócę!

Poznań dawny.



I współczesny.



Oraz moje ulubione połączenie tradycji z nowoczesnością.


Tak się złożyło, że wycieczka do Poznania była pierwszym tego typu wyjazdem od początku małżeństwa, na który pojechałam sama. Z jednej strony bardzo się cieszyłam, że znów przez chwilę poczuję wolność i niezależność samotnych wypraw, które tak kiedyś lubiłam, z drugiej, kiedy nadszedł moment wyjazdu było mi bardzo smutno i już od razu tęskniłam. ;)

Za to razem z mężem odwiedziliśmy pewno miejsce w bliższej nam okolicy, do którego bardzo lubię wracać.


Jeżeli będzieci kiedyś na Zachodnim Mazowszu, koniecznie zajrzyjcie do Żelazowej Woli.


I na dobre zakończenie tego wpisu - wiosenne, kocie harce! :)






You Might Also Like

0 komentarzy

Dziękuję za Twój komentarz.

Facebook