Być dla innych - jako wolontariusz w hospicjum

16 marca


Zapraszam was na wyjątkowy wywiad z Pauliną, autorką bloga Pauline pisze. Paulina przez 3 lata była wolontariuszką w hospicjum i dzisiaj opowie nam o swojej pracy.

Tematów hospicjów zazwyczaj omijamy szerokim łukiem. Dlaczego? Może dlatego, że boimy się śmierci i cierpienia? Chcemy mieć idealne życie, perfekcyjny makijaż i drogi samochód. Ale w ostateczności nie to będzie się liczyć, tylko to czy kierowaliśmy się w życiu miłością. To ona powinna być podstawą każdej pasji.

Paulina odkryła w sobie powołanie do pomagania innym. Oprócz tego interesuje ją również wiele innych rzeczy. Oto co o sobie pisze:

Pełna przeciwieństw 24 latka z Trójmiasta, amatorka fotografii wiążąca przyszłość z projektowaniem mody, ale kto wie co życie przyniesie :) Raczej idę na żywioł niż planuję coś z wyprzedzeniem.  Lubiąca poznawać nowych ludzi, wulkan energii z głową pełną pomysłów, co niestety czasem się wiąże z przysłowiowym "łapaniem 3 srok za ogon".

Zapraszam do czytania. :)

Jak do tego doszło, że podjęłaś się wolontariatu w hospicjum?

Dziwnie to zabrzmi, ale popchnęła mnie do tego jakaś wewnętrzna siła. Do Hospicjum Św. Wawrzyńca w Gdyni trafiłam dzięki swojej katechetce z gimnazjum, która je czynnie wspierała. Zgłosiłam się na kwestowanie oraz zbiórkę pieniędzy. W międzyczasie zmarł mój tata (miałam 13 lat). Poczułam wtedy wewnętrzną potrzebę pomagania innym, tak jakby to mnie wybrano, aby spełnić tę misję. W późniejszym czasie drogą dedukcji doszłam do tego, że oprócz chęci pomocy innym radziłam sobie w ten sposób ze śmiercią ojca.

Nie miałam konkretnych oczekiwań co do tej pracy, robiłam to z własnej woli i bezinteresownego dobrego serca. Byłam wtedy młoda i myślałam, że hospicjum to taki szpital dla bardziej chorych ludzi. Te moje wyobrażenia diametralnie uległy zmianie. Być może zabrzmi to nieodpowiednio i nieetycznie, ale tym właśnie co odróżnia szpital od hospicjum, jest wyczuwalny zapach śmierci w powietrzu, ogrom smutku i cierpienia. Czasem nawet taka przenikliwa cisza bywa straszna.

Czym się tam zajmowałaś?

Praca w hospicjum polegała na pomocy pielęgniarkom np. w karmieniu ludzi, a także na sprzątaniu, pomaganiu w kuchni. Przede wszystkim jednak, było to odwiedzanie chorych, spędzanie z nimi czasu, rozmowy, pomoc w odbyciu toalety czy kąpieli oraz robieniu zakupów.

Ile czasu zajmowała ci ta praca? Na pewno musiałaś poświęcić na nią swój wolny czas. Co sprawiało, że byłaś w stanie się na to zdobyć?

W hospicjum spędziłam 3 lata. Przeważnie zaraz po szkole wsiadałam w autobus i jechałam do swoich podopiecznych. Siedziałam tam czasami nawet do późnych godzin wieczornych, przynajmniej 4 razy w tygodniu.

Później w trzecim roku wolontariatu zaczęłam pracować i moje wizyty były coraz rzadsze. Któregoś dnia stwierdziłam, że nie daję rady (szkoła, praca, hospicjum) i zdecydowałam się zrezygnować z wolontariatu.

Czy nie szkoda mi było wolnego czasu? Zdecydowanie nie. Uważam, iż była to najlepsza lekcja pokory w życiu, jaką można dostać. Sam uśmiech podopiecznego, był dla mnie nagrodą za mój wysiłek i serce włożone w opiekę nad ludźmi. Nigdy nie powiedziałam i nie powiem, że to był zmarnowany czas. Dla mnie to było jak wypełnienie wewnętrznej misji.

Czy trzeba mieć jakieś specjalne predyspozycje, żeby pracować w hospicjum? Np. być odpornym psychicznie?

Trzeba być odpornym psychicznie. Były osoby, które rezygnowały np. po 2 dniach. Aby zostać wolontariuszem przechodzi się szkolenie. Przede wszystkim jednak trzeba to robić z potrzeby serca, a nie z musu. Być człowiekiem pełnym empatii i otwartym na bezinteresowną pomoc bliźniemu. W teorii uczono nas, że nie można przywiązywać się do podopiecznych, jednak w praktyce różnie to bywało.

Byłaś świadkiem czyjejś śmierci? Czy to doświadczenie wpłynęło w jakiś sposób na twoje życie?

Pytanie bardzo oczywiste w końcu to było hospicjum. Nieraz zetknęłam się ze śmiercią. Z początku byłam przerażona i czułam się nieswojo. Później nauczyłam się, że taka po prostu jest kolej rzeczy.

Oczywiście było mi trudniej, jeśli do jakiejś osoby się przywiązałam. Pamiętam taką sytuację, kiedy siedziałam z podopieczną i karmiłam ją. Po kolacji miałam iść do domu, jednak coś mnie przy niej zatrzymało, jakaś siła wyższa nie pozwala mi odejść od jej łóżka. Siedziałam i słuchałam, jak się modli. Prosiła też o wspólną modlitwę (nie jestem praktykującą katoliczką), ale w tym momencie czułam, że nawet ja potrzebuję tej modlitwy. Kiedy zasnęła, pogłaskałam ją po czole i nagle zaczęła dziwnie charczeć i dusić się. Pobiegłam po pielęgniarkę. Stan podopiecznej się unormował, ale nie było już z nią prawie wcale kontaktu. Naszło mnie wtedy to złe dziwne uczucie, że to jej ostatnia noc. Spędziłam przy jej łóżku jeszcze kilka godzin i się pożegnałam. Pewnie nie będziecie zaskoczeni, jak wam powiem, że gdy na drugi dzień gdy przyszłam do hospicjum, łóżko mojej podopiecznej stało już puste.

Pracując w hospicjum trzeba się przyzwyczaić albo uodpornić na widok śmierci, absolutnie nie mówię tu o wyzbyciu się ludzkich uczuć, proszę tego nie mylić.
Prawie codzienny widok śmierci uświadomił mi, jakie życie jest kruche i nauczyłam się doceniać to, co dostaję od życia każdego dnia.

Jak mogłabyś opisać atmosferę panującą w hospicjach? Jak czują się podopieczni, czy są pogodzeni ze swoim losem?

Hospicjum jest specyficznym miejscem, ale nie oznacza to, że codziennie chodzi się smutnym i posępnym. W dużej części to zależy od samopoczucia chorych. Pytasz, czy podopieczni są pogodzeni ze swoim losem. Nie mogę udzielić jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie. To zależy od każdego chorego. Jeden pogodził się z tym, że powoli odchodzi i potrafi nawet z tego żartować, a drugi będzie lamentował i ciągle pytał, dlaczego to on.

Czy chorzy potrzebowali twojego wsparcia psychicznego? W jaki sposób najlepiej im je okazywać?

Przeważnie byli to ludzie samotni, nie mieli rodziny bądź też zostali już zapomniani przez bliskich. Wsparcie psychiczne było dla nich bardzo ważne. Była to rozmowa o wszystkim i o niczym. Czasem nawet sama obecność wolontariusza dodawała im otuchy.
Zauważyłam, że dla tych schorowanych, cierpiących ludzi radością było opowiadanie o czasach swojego dzieciństwa, doświadczeniach życiowych. Mimo cierpienia cieszyli się, że ktoś młody siedzi i uważnie słucha (jak to określił jeden z moich podopiecznych) starczego ględzenia. Uwierzcie mi, dużo ciekawych rzeczy można się nauczyć od takich starszych ludzi.

Co było dla ciebie najtrudniejsze, a co dawało najwięcej radości w tej pracy?

Najtrudniejsze w tej pracy były rozmowy o śmierci z samymi chorymi. Kiedy człowiek jest umierający i świadomy tego, że nie wiele mu zostało, co mu odpowiesz na pytanie: kiedy w końcu umrę? Czy ja już umieram? Przecież nie odpowiesz mu: Nie martw się, jutro będzie lepiej, bo jutro może już nie nadejść.

Mimo całej otoczki smutku i cierpienia, mam też dużo pozytywnych wspomnień np. św.p. pani Trudzia lubiła żartować nawet z tego, że umiera. Uwielbiała spędzać czas z wolontariuszami i rysować portrety. Do dziś dnia mam portret, który mi narysowała. Kiedy na niego patrzę, to nie czuję smutku, tylko właśnie tę pozytywną energię, którą św.p. pani Trudzia emanowała.

Co dała ci ta praca?

Trudno mi to dokładnie opisać. Na pewno wiele pozytywnego, jednak nie umiem jednoznacznie ubrać tego w słowa. Najprościej jak mogę to ująć, że nauczyłam się szanować i doceniać życie.

Czy hospicja potrzebują naszego wsparcia? W jaki sposób moglibyśmy je okazać?

Hospicja zawsze potrzebowały wsparcia. Nie tyle hospicja, co ich podopieczni.
Jeśli nie czujesz się jednak na siłach, by codziennie zmagać się z widmem śmierci, zawsze można pomóc zdalnie. Są różne formy np. 1% podatku, uczestnictwo w kwestach i zbiórkach na rzecz danego hospicjum. Czasami same hospicja proszą o wsparcie np. zakup niezbędnym przyborów do pielęgnacji chorego.


A jakie są wasze doświadczenia z wolontariatem? Czy wspieracie w jakiś inny sposób potrzebujących?


You Might Also Like

17 komentarzy

  1. Wspaniałe świadectwo, nigdy dość takich. Samo życie. Podziwiam takie osoby. Tyle dobra dają innym.

    OdpowiedzUsuń
  2. Podziwiam ludzi, ktorzy decyduja sie na wolontariat w hospicjum. Nie jest to praca latwa, sama nie wiem czy zdecydowalabym sie na to - mysle ze nie jestem wystarczajco silna psychicznie. Cieszy mnie jednak fakt, ze sa ludzie ktorzy pomagaja tym najbardziej potrzebujacym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też bym chyba nie dała rady. Nie jest to wolontariat dla każdego. Ale zawsze można pomóc w jakiś inny sposób, najłatwiej - materialnie.

      Usuń
  3. Ja wspieram dom dziecka w swojej okolicy. Myślałam o hospicjum, ale stwierdziłam że chyba nie dałabym rady. Bardzo przejmuję się problemami osób z którymi przebywam i potem je analizuje. Obawiam się że taki wolontariat by mnie przytłoczył.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też miałam kiedyś okazję być w domu dziecka. Z jednej strony były to bardzo radosne odwiedziny, ale z drugiej bardzo smutne, kiedy trzeba było się pożegnać. Bardzo się cieszę, że wspierasz dom dziecka. Dla tych dzieci każde wsparcie, nawet najmniejsze i tak znaczy wiele.

      Usuń
  4. Podziwiam osoby, które decydują się na pracę w taki miejscu. Ja nie wiem czy miałabym na tyle odwagi i wytrwałości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też je podziwiam. Godne podziwu jest też to, że robią to w sposób bezinteresowny.

      Usuń
  5. Chylę czoła wszystkim, którzy są wsparciem dla tak potrzebujących ludzi. o niezwykle ciężka misja pomagać w Hospicjum. To dla mnie współcześni herosi:) I dziękuję im za ten trud..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Są bardzo ważni, potrzeba jak najwięcej takich osób. :)

      Usuń
  6. Ja również nie miałem okazji być wolontariuszem. Wspomagam potrzebujących jak mogę finansowo, bo w dzień pracuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taka pomoc też jest ważna, dobrze, że to robisz nie tylko od święta.

      Usuń
  7. Myślę, że każdy z nas kocha życie nie ważne czy młody czy starszy, życia nigdy dość! Nawet mój synek, gdy rozmawiam z nim o tym, że wszyscy ludzie kiedyś umierają mówi mi: "Mamo! Ja nie chcę umarnąć!"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętam, dokładnie tę sytuację, kiedy będąc dzieckiem, dowiedziałam się, że wszyscy kiedyś umrą. Też mnie to wtedy przerażało.
      To trudna wiedza do przyjęcia dla wszystkich, nie tylko dla dzieci. Ja wierzę, że po śmierci czeka mnie nowe życie. Mimo, że kocham obecne, wiem że nie muszę się go za wszelką cenę trzymać.

      Usuń
  8. Godne podziwu postępowanie. Dobrze, że są wśród nas tak wspaniali ludzie.

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo miło czytać opinie ludzi, którzy potrafią docenić tak ciężką pracę innych. Chociaż wiadomo, wolontariusz nie robi tego dla sławy, czy pochlebnych słów, bo robi to z potrzeby serca.
    Miło było się z Wami podzielić tą drobną cząstką doświadczenia. Pozdrawiam i cieszę się, że są ludzie, którzy chcą pomagać, nie ważne jak bo każda, najmniejsza bezinteresowna pomoc to świadectwo miłości, troski i szacunku do bliźniego.

    OdpowiedzUsuń
  10. Dziękuję za ten wywiad. taki niby zwyczajny a tak naprawdę niezwyczajny.Ta rozmowa napełniła mnie ogromną wiarą w młodych ludzi pełnych miłości i altruizmu wobec drugiego człowieka.Znajoma mi kiedyś powiedziała,że dobro zawsze do człowieka wraca.Każdy dobry uczynek napełnia miłością obie strony i to jest cudowne. Podoba mi się, że ta młodziutka dziewczyna mówi nie tylko o dawaniu, ale podkreśla to,że sama jest obdarowywana i chyba w tym tkwi największa siła miłości. Wolontariat w dzisiejszym świecie to piękna przeciw waga na okrucieństwo i potworności , z którymi wciąż zmagamy się na tej ziemi.To piękne świadectwo może doda mi odwagi do jeszcze lepszej służby drugiemu człowiekowi. Dziękuję za podjęcie dialogu na temat miłości, cierpienia, śmierci i nadziei. A ponieważ niebawem Święta Wielkiej Nocy życzę wszystkim właśnie nadziei płynącej ze Zmartwychwstania Jezusa Chrystusa.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twój komentarz.

Facebook